Zespół Szkół Ekonomicznych
noflash
Zespół Szkół Ekonomicznych im.K.K. Baczyńskiego w Przemyślu
e-mail: zseprzem@poczta.onet.pl | phone 16-678-33-02

Nad Soliną - 25-27.V.2011

      Ahoj Szczury lądowe!

Dziennik pokładowy żaglówki typu Antila 24 Sailing
środa 25 maja roku Pańskiego 2011.

Nasz jacht stał na przystani w Polańczyku dnia 25 maja 2011 roku. Przygotowania do wyprawy życia zaczęły się około godziny 12.00 i już wtedy pojawiły się pierwsze oznaki sabotażu - zły los sprawił, że zabrakło nam kawy!!! Wybuchła panika, ale jeden z bosmanów okazał się bardzo ludzki, dzieląc się z nami łyżką zdobytej od piratów kawy zbożowej.

      Podstawiono nam dwie jednostki pływające, co zwiększyło naszą wzajemną radość i szacunek załóg obu łajb. Kapitanem naszego Slupa został okrutny ks. Tomasz Dziob, potocznie zwany przez całą załogę: kapitan "Nerwusek". W skład naszej załogi weszli (według stopnia):

Zdjęcia do obejrzenia w Fotogalerii

Drugi jacht wraz ze swoją załogą prowadzi KAPITAN Bogumił Podwyszyński, który w naszej załodze, mając najwyższy stopień żeglarski, pełnił honory pierwszego kapitana.
Po zapoznaniu się załogi ze sobą nastąpiła faza wstępna - uczono nas zachowania się na jachcie. Pomimo opornej na naukę załogi każdy zrozumiał, jakie są najważniejsze zasady bezpieczeństwa. Nagle padł rozkaz "Cumy rzuć"
i każdy złapał za szoty, talie i rumpel, żeby bezpiecznie wyruszyć z naszej kei (przecież każdy wie że najważniejszy jest start). Tutaj doznaliśmy pierwszej zaprawy w czasie naszego rejsu. Otworzyły się przed nami bezkresy tafli wody. Gdy jeszcze dowiedzieliśmy się że mamy pod kilem koło 60 metrów głębokości, strach padł na całą załogę, modlącą się, by nie wpaść w straszne szpony Posejdona. Po długim i męczącym pierwszym dniu przybiliśmy do nieznanego nam bliżej lądu. Padł rozkaz - "cumuj jacht" i każdy, na wzór małej, pracowitej mróweczki, biegał po pokładzie szukając lin. Gdy slup był zabezpieczony i zaszpringowany o przybrzeżne drzewa, można było pomyśleć o odpoczynku. Przydzielono nam pod pokładem koje do spania, gdzie ledwo się mieściliśmy. Pomimo potwornego zmęczenia jeszcze nie ułożyliśmy się do snu - czekała nas jeszcze ciężka praca. Kuk okrętowy podzielił załogę na dwie grupy i zarządził przygotowanie do kolacji. Jedna grupa miała postarać się o ogień i drzewo do ogniska,
a druga część załogi kroiła pyszną kiełbasę. I tutaj nie obeszło się bez ofiar. Kapper Gomułczak Joanna o mały włos nie straciła palca, walcząc z "krojoną zwyczajną". Za to komandor Jakub Zych, który podczas nieobecności kapitana pełnił posługę dowódcy, przewodził załodze troszczącej się o ogień. Sprowadzono tyle drzewa, że wystarczyłoby na opał zimowy dla całej załogi. Po pysznej kolacji załoga przystąpiła do manewru " Dobra Noc ". Przydzielono nam także towarzysza warty nocnej, by razem troszczyć się o niosący nas jacht.
Tak upłynął pierwszy dzień żeglugi solińskiej

Dziennik pokładowy żaglówki typu Antila 24 Sailing
Czwartek 26 maja roku Pańskiego 2011.

Zdarto nas niemiłosierną ręką z naszych koi, rzec by można, wczesnym świtem (godzina 7.00 jest dla niektórych członków załogi środkiem nocy). Po porannej toalecie w zalewie solińskim (niektórzy twierdzą, że ryby nie były zadowolone z tego powodu) poprosiliśmy kapelana jednostki pływającej o odprawienie Mszy Świętej. Po modlitwie - czyli pokarmie dla ducha czas, by postarać się o pokarm dla ciała. I znowu zaczęła się mordercza praca podczas przygotowania śniadania. Znowu padł rozkaz "Cumy rzuć" i nasza łajba, kołysząc się swobodnie na tafli jeziora, sunęła przed siebie, robiąc zwroty to przez rufę, to przez sztag. Jakże mozolna bywa praca żeglarza na statku.
Po kilku długich godzinach załoga zaczęła się niecierpliwić - o mały włos nie doszło do buntu, każdy żądał kontaktu z ziemią. Kapitan zaczął coś tłumaczyć że to nie daleko - zaledwie 60 metrów w linii prostej - nie wspomniał tylko, że pionowo w dół. Bunt jednak nie wygasł tak szybko, trzeba było podjąć drastyczne środki i wichrzycieli za karę skazać mieliśmy na banicję i wysadzić u brzegów bezludnej wyspy - Zając. Gdy dobiliśmy do brzegu wspomnianej wyspy rozpoczęły się przygotowania do obiadu. Kuk zabrał się do pracy wiedząc, że gdyby posiłek nie smakował, załoga gotowa wrzucić go do kotła przy którym pracował.
Na szczęście było się bez ofiar i niesmacznych potraw z ludzi. Pomimo tego, że obiad nie wyglądał zbyt apetycznie, to i tak każdy jadł go ze smakiem.
Rejs dnia 2 na tym się nie kończył. Czekała nas jeszcze dalsza część żeglugi solińskiej, i choć wiatr nie był nam zbyt przychylny, to i tak podróż nasza była wspaniała. Po dłuższej części dnia zakotwiczyliśmy znowu u brzegów wyspy Energetyk. Ta wyspa bywa zamieszkana, dlatego musieliśmy wznowić ostrożność w nocy - znowu ustalono nam nocne warty, o tyle lepsze, że pełnione były przy cieple ogniska tlącego się przez całą noc.

Dziennik pokładowy żaglówki typu Antila 24 Sailing
Piątek 27 maja roku Pańskiego 2011.

Kolejny dzień przyniósł nam nowe radości. Okazało się, że na zalewie solińskim wreszcie trochę mocniej dmuchnęło i choć część załogi przez nocną wartę było w dużej niedyspozycji, to i tak wszelkie szczury lądowe mogą nam tylko zazdrościć. Robiliśmy pyszne przechyły i sztagowaliśmy między przecinający wanty naszej łajby wiatr. Nie obeszło się także bez ścinających krew w żyłach sytuacji. Zaatakowała nas zgraja krwiożerczych rekinów. Jednak i z tej opresji załoga wyszła bez szwanku. Matek Katarzyna Pawełko postanowiła poświęcić swoje nowiutkie okulary przeciwsłoneczne. Ciskając je w morską bestię, wypłoszyła złowrogą ławicę, tylko jeden zbyt mocno zainteresował się naszą jednostką i podczas próby ataku zadławił się wspomnianymi goglami. Jakby i tego było mało, znajoma nam załoga z pokładu pierwszego kapitana próbowała dokonać na nas abordażu, lecz po przejęciu do niewoli dwóch z ich załogi, wtrąciliśmy jeńców do zęzy pokładowej, z której mieli wypłoszyć wszystkie szczury.
Okazało się jednak, że zaprzyjaźnili się z morskimi gryzoniami. Po pięknych i bogatych przeżyciach nadszedł czas powrotów do kei. Po zakotwiczeniu jednostki nadszedł czas gruntownego porządku. Zadaniem załogi było dokładne wyczyszczenie slupa. Zajrzeliśmy do każdej kabasty, do każdej jaskółki, nie omijając także koi.
Na koniec, po wymianie numerów telefonów i po uronieniu kilku łez pożegnań, wyruszyliśmy do Przemyśla obiecując sobie, że za rok, korzystając z życzliwości dyrektora Zespołu Szkół Ekonomicznych w Przemyślu,
pana Adama Winiarskiego, znowu wypłyniemy na kolejny rejs.

Na tym kończę moją notę dziennika pokładowego. Niżej podpisany:
Kapitan ks. Tomasz Dziob.

Zdjęcia: Paulina Dańko, Natalia Pastuszek, Joanna Gomułczak (Gomułczaczek), Olga Haczela, ks. Tomasz Dziob,
Jakub Zych

Copyright © 2004-2012 All rights reserved!